przygotowanie_plakatu blogoslawienstwo_prymicyjne diakonia_muzyczna3 plecak peron swieca w kaplicy taniec irlandzki wyruszyli kadzidlo-symbol-modlitwy
Świadectwa prowadzących
Gdy wracałem z Krakowa do Częstochowy - świadectwo PDF Drukuj Email
Wpisał ks. Damian Siwicki CPPS   
Środa, 17 Grudzień 2008 20:51

…wracałem z Krakowa do Częstochowy. Było zimno; stanie i czekanie na stopa potęgowało chłód i zmęczenie... za kilka godzin Pociąg do Nieba. Ostatnie wieści nie były najlepsze. Kilka osób z naszej ewangelizacyjnej grupy nie może być na dzisiejszym spotkaniu: praca, choroba, ważne spotkania. Zostałem sam. Wieczorne spotkanie dotyczyć ma tematu samotności w tłumie. A jak nikt nie przyjdzie? Czy to spotkanie dziś ma sens? Może dać sobie spokój... Dojechałem do domu. Za dwie godziny start. Modlę się w kaplicy... oczami wyobraźni widzę Jezusa modlącego się w Ogrójcu – On też jest sam. Czy też pyta o sens Swojej misji...? Zaglądam do niedzielnej Ewangelii i czytam: „Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł, aby zaświadczyć o światłości. (…) Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: prostujcie drogę Panu” On też był sam. Ale miał świadomość, że za nim idzie Większy od niego i Mocniejszy, któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandała. Ten Ktoś sprawia, że Jan nie jest sam, że ja nie jestem sam. On sprawia, że to co wydaje się bez sensu ma sens, to co bezkształtne nabiera kształtu, a to co smutne staje się radosne, słabe staje się mocne...

Teraz już mogę iść.. Mijam wielu ludzi.. i tych dobrze się bawiących i innych, bez wyrazu lub smutnych, pijanych i przygniecionych...

Jak być głosem wołającego w tłumie na pustyni ludzkich spraw, problemów, pytań? Jak dać nadzieję, powiedzieć, że Bóg już przyszedł, zbawił i dalej chce to robić? …może uśmiech… spojrzenie na człowieka nie z obojętnością w oczach, ale inaczej... może trochę tak jak Bóg patrzy... modlitwa za tych, których mijam. To ma sens!

Tak dochodzę do dworca. Idę do kaplicy z myślą by modlić się dalej... Nie ma na to jednak dużo czasu. W środku czekają już ci, którzy przyszli słuchać głosu. Pytam się sam siebie skąd się wzięli? Po konferencji stajemy w ciszy przed Tym, który jest Wołającym do nas. W oddali dźwięki z dyskoteki, słychać jadące pociągi, przechodzących korytarzem ludzi.. ale nic nie jest w stanie zakłócić tego spotkania z Nieodgadnionym...

Zaczyna się Msza święta w III niedzielę Adwentu, nazwaną Gaudente, znaczy niedziela radości: „radość sióstr i braci, którzy mają przyjemność spotkać się przy jednym stole” powie św. Hieronim. Nie można radować się samemu, bez braci. Radość dzielona, wypływająca ze służby, z oddania swojej krwi przez czas, cierpienie, samotność, w której dopiero mogę spotkać się z drugim człowiekiem, ofiarę, staje się podwójną radością. I tak też było tym razem

ks. Damian Siwicki CPPS

LAST_UPDATED2
 
Świadectwo - wrzesień 2008 PDF Drukuj Email
Wpisał Małgorzata WKC   
Czwartek, 02 Październik 2008 15:10

Świadectwo z wrześniowego odcinku Pociągu do Nieba 2008 r.

Usłyszałam tylko hasło "Pociąg do nieba" – Msza św. w Kaplicy na dworcu, idzie siostra?
Trochę późno, pomyślałam, ale Panu Bogu się nie odmawia, tyle przecież mu zawdzięczam.

Ksiądz wręczył folderki do rozdania po Częstochowie, no i zaczęło się. Nie byłam sama, dzielnie wspierał mnie Paweł. Po raz pierwszy uczestniczyłam w tym niecodziennym przeżyciu. Na moje zaproszenie do modlitwy na dworcu, ze strony młodzieży spodziewałam się jedynie kpiny i drwin. Ku mojemu zdziwieniu w większości młodzież reagowała pozytywnie lub obojętnie.

LAST_UPDATED2
Więcej… [Świadectwo - wrzesień 2008]
 
Początki - piersze wrażenia PDF Drukuj Email
Wpisał br. Marcin Pawlicki CPPS   
Poniedziałek, 08 Wrzesień 2008 10:11

W październiku 2007r. ks. Damian wraz ze współbraćmi i mała grupką młodzieży rozpoczął nowy cykl czuwań - Pociąg do Nieba. Przyzwyczajony do zeszłorocznych czuwań nocnych skierowanych do osób wierzących, trudno mi było się przełamać. Rozpoczął się mój pierwszy kontakt z ewangelizacją. Już sama świadomość, że akcja jest nastawiona na młodzież nie wierzącą, budziła we mnie lęk, niepokój. Do tej pory młodzież przychodziła do nas, a tutaj jest odwrotnie! Trzeba wyjść na ulicę i zaprosić, zagadnąć, dać w pewien sposób "bilet do nawrócenia się". Po przygotowaniach artystycznych (plakatu, ulotek, przedstawienia) i śpiewu nadszedł czas aby wyjść na ulicę.
Dobraliśmy się po dwie osoby. Do głównej alei Najświętszej Maryi Panny szliśmy całą grupą. Tam podzieliliśmy się gdzie, kto ma iść. Na szczęście pierwszy, razem szedłem już z doświadczonym ewangelizatorem - ks. dk. Damianem. Była to sobota ok. godz. 20.00. Rzadko chodziłem o takiej porze; nigdy nie zwracałem większej uwagi na przechodniów. Tu mi się oczy otwarły. Jak widząc niejednego chłopaka czy dziewczynę miałem wrażenie, że jest już po zabawie - byli najczęściej pijani, naćpani... Nie trzeba było szukać - wystarczyło otworzyć oczy. Współbrat próbował czasami kogoś zaczepić - wręczyć ulotkę, zaprosić. Ja w tym czasie modliłem się za tą osobę. Były różne reakcje... najczęściej spotykaliśmy się z odrzuceniem. Niektórzy wcale nie chcieli nas słuchać - od razu mówili NIE. Rodziło się pytanie: Jak do nich dotrzeć? Jak pokazać im Prawdę? Te i wiele innych pytań pozostawało do przemyślenia...

LAST_UPDATED2
Więcej… [Początki - piersze wrażenia]
 


Z FORUM