|
| Dni Młodych w Częstochowie - świadectwo |
|
|
|
| Wpisał Uczestnik |
| Czwartek, 19 Sierpień 2010 14:47 |
Mogę żyć w wierze a równocześnie pozostać sobą
Gdy wszystko się już skończyło i wiele osób się rozjechało dalej miałem to szczęście spędzać czas z osobami, które postanowiły zostać na Dniach Kasperiańskich, mogłem po części chociaż dowiedzieć się jak było w poprzednich dniach ich wędrówki:) Następnego dnia w końcu nadeszły dosyć oczekiwane przez wiele osób trochę nawet przeze mnie DNI KASPERIAŃSKIE Po obiedzie mogliśmy wysłuchać trochę historii na temat Zgromadzenia Krwi Chrystusa, którą przedstawił nam Ks. Wojciech mający ogromne doświadczenie, który wrócił niedawno do Polski a przebywał w ostatnich kilku latach w Ameryce Południowej a dokładnie w Chile, opowiadał między innymi o tym jak to wszystko się zaczęło i prosperowało w ostatnich latach. Potem mieliśmy się udać na wybrane przez nas warsztaty. Mieliśmy do wyboru warsztaty: muzyczne, teatralne, lub pierwszej pomocy. Nie byłem do końca zdecydowany na jakie mam się udać, ale po przypadkowej rozmowie z jednym z przejętych ratowników, który zastanawiał się czy ktoś w ogóle przyjdzie postanowiłem wybrać właśnie warsztaty pierwszej pomocy z których jak się później okazało byłem zadowolony. :) W międzyczasie przed konferencją pani Dagmary Diug zważywszy uwagę na to, że bardzo interesuję się hip-hopem zamieniłem kilka słów z raperami, którzy przyjechali zagrać dla nas koncert. Dla mnie okazała się to bardzo cenna rozmowa.
Te słowa były bardzo pozytywne dla mnie i chwile potem jak się udałem na konferencję Pani Dagmary Diug na, którą troszeczkę się spóźniłem cały czas myślałem o tych słowach. O konferencji nie mogę niestety za wiele powiedzieć bo dość, że się spóźniłem to rozmyślałem nad słowami koil i czekałem z niecierpliwością na koncert, ale wszyscy moi znajomi byli bardzo zadowoleni i żałowali że była taka krótka, więc musiała być super :) Gdy udałem się na ten oczekiwany myślę, że nie tylko przeze mnie koncert nagle coś we mnie prysło myślałem już tylko hip-hopowo bo bardzo chciałem ocenić czym się różni zwykły rap od religijnego. Od sceny artystycznej koncert dosyć mi się podobał, ale miałem jednak trudności w komponowanie się w publikę, która była rewelacyjna, ale dla mnie było coś nie tak bywam często na imprezach hip-hopowych i tam się wszyscy bawią z powagą i nie mogłem pojąć jak na koncercie Royal Rapu wszyscy skaczą, śmieją się a mnie coś powstrzymuje i tak nie mogę...i wtedy sobie przypomniałem co mówi mój brat jak mu puszczam jakiś track z ulicznego rapu. Po koncercie była msza Św, ale ja byłem z rana na Jasnej Górze co prawda spóźniłem się dosyć sporo na tą mszę poranną i czułem, że jednak powinienem iść na tą eucharystię w ramach dni Kasperiańskich, ale znów olałem te myśli i poszedłem do domu misyjnego tam gdzie był obiad robiąc z dziewczynami kanapki na kolację. Po kolacji był zaplanowany spektakl pt. "Jonasz" teatru "A" więc udałem się na niego razem ze znajomymi i wszystko fajnie wyszło byliśmy zadowoleni.
Po chwili wyszedł ks.Damian i zaczęliśmy modlitwą i śpiewem czyli tak zwyczajnie jak to w kościele więc jak to ja siedziałem patrząc na zegarek i odbiegając w różne tam myśli nie związane z Bogiem, lecz po chwili ks.Damian jakby trafił w sedno w to co pragnąłem usłyszeć opowiadał o swoich problemach w młodości o tym jak był na jakichś rekolekcjach potem wrócił ale znowu go ciągło coś do tego domu misyjnego i sam nie wiedział czemu...(jakoś tak to było bo przyznam szczerze do tego momentu bujałem myślami w około i spoglądałem na godzinę kiedy będzie koniec) aż tu nagle powiedział słowa "Bóg Cie kocha" które mną tak potrząsnęły, oczywiście mówił o swoim przeżyciu o słowach jakie usłyszał w kaplicy w domu Św Wawrzyńca, ale te słowa w tym momencie trafiły do mnie czułem, że właśnie tego potrzebuję, świeczki stanęły mi w oczach i czułem, że chce mi się płakać, ale się powstrzymywałem jakoś na siłę. Następnie po tym swoim opowiedzianym doświadczeniu ks.Damian wziął krzyż i powiedział, że kto chce może podejść wziąć krzyż i odnowić swoje przymierze z Bogiem i znów czułem jakby trafił w głąb mego serca... ale jakoś nie mogłem dalej podejść, zresztą w sumie nikt nie podchodził, wtedy zaśpiewaliśmy piosenkę nawet nie wiem jak się nazywa ale chyba "Niechaj zstąpi Duch Twój" aczkolwiek nie jestem pewny.. i właśnie po tej pieśni Ksiądz powiedział, że można podchodzić, wtedy czułem że bardzo chce podejść, ale nie chciałem pierwszy czekałem aż ktoś najpierw podejdzie i po krótkiej chwili wyłonił się Ks Franciszek i za nim kilka osób i wtedy z radością ustawiłem się w kolejce za nimi i podszedłem biorąc do ręki krzyż niemalże tuląc go następnie całując i odchodząc czułem się naprawdę niesamowicie... Po zakończeniu znów czułem jakby znak do mnie gdy wszyscy skandowali głośno imię "Jezus" pamiętając koncert gdzie nie mogłem wykrztusić tego imienia teraz krzyczałem razem ze wszystkimi z uśmiechem na twarzy i ze łzami w oczach:) po wyjściu z kaplicy nadal czułem się fantastycznie ale bałem się, że mi to minie, że za moment wszystko pryśnie i nadal będę taki sam jak przedtem.. Nie raz już tak miałem, że chciałem się zmienić diametralnie a potem czar prysł... ale z drugiej strony zdałem sobie sprawę z tego, że nie muszę zmieniać wielu rzeczy... mogę zostać sobą taki jaki jestem...wystarczy mi tylko to że wiem, że Bóg mnie kocha, wiem, że na nowo w niego uwierzyłem, wiem też, że aż tak nie muszę się bać Mszy św., nabożeństw itp. że przy odrobinie wysiłku dam radę, nie zmusu a z radością chodzić na mszę niedzielną, i nie muszę wychodzić po kumuni a zostać do błogosławieństwie, mogę czasem odmówić różaniec czy koronkę jak mnie rodzice proszą czy do nich dołączę.. przecież pół godziny mogę poświęcić, ile czasu przed komputerem spędzam, albo u znajomych? zdecydowanie więcej.... Po przemyśleniu tych wszystkich spraw zdałem sobie sprawę, że chcę by Jezus był w moim sercu i towarzyszył zemną przez każdy dzień, zdałem sobie też sprawę, że wiele mu zawdzięczam..np. że zdałem do następnej klasy lub to, że rzuciłem palenie, że rodzicom się moim układa, że mój brat nadal żyję, że moja siostra wychodzi za mąż, i wiele innych spraw których nie dostrzegam a przecież sam go kiedyś o nie prosiłem... W najbliższą noc od razu po dniach Kasperiańskich rozmawiałem ze znajomą, którą poznałem po pielgrzymce i zaczęła opowiadać, że ostatni raz na pielgrzymce była 11 lat temu i obiecała sobie, że jak wszystko jej się ułoży i dostanie się na studia to znów pójdzie...i tak się stało poszła i powiedziała, że jest bardzo zadowolona i, że przez ostatni rok bardzo oddaliła się od Boga i teraz postanawia spróbować wszystko dobudować...i tak sobie pomyślałem, że zemną jest podobnie, że kiedyś naprawdę było zemną lepiej jeśli chodzi o religię a w przeciągu około dwóch lat od moich ostatnich rekolekcji, które były dwa lata temu na wakacjach też sporo odbiegłem i zapomniałem o tej miłości którą obdarza nas Bóg... I już się nie boję wiem, że mogę żyć w wierze a równocześnie pozostać sobą. Dalej mogę lubić hip-hop, grać w piłkę, chodzić na meczę,pójść na imprezę itp. i nic mi się nie stanie jak czasem się pomodlę i z chęcią w niedziele pójdę do kościoła a nie z musu jak dotąd... Te kilka dni a w szczególności Dni Kasperiańskie dużo mi pomogły się odbudować i mam nadzieję, że ogólnie wszystko mi się ułoży :) Z BOGIEM DZIECIAKU Mateusz, Lubin |
| LAST_UPDATED2 |
|